Przemiana Teresy: schudłam 18 kilogramów!

Przemiana Teresy: schudłam 18 kilogramów!

Cześć, mam na imię Teresa. Większość mojego życia to walka, z nadprogramowymi kilogramami. Każda dieta, która pojawiła się na rynku, była wypróbowana przeze mnie (kapuściana, białkowa, jajeczna, kosmonautów 100kal). Problemy ginekologiczne, z którymi borykałam się przez dłuższy czas, też nie były dla organizmu obojętne.

Potem kolejna zła wiadomość od lekarza: cukrzyca typu II. Byłam pod kontrolą lekarza i mimo zażywania leków nie mogłam zgubić nadprogramowych kilogramów.

Byłam załamana.

Wtedy zobaczyłam przemianę Iwonki i postanowiłam się do niej odezwać. Miałam obawy i mieszane uczucia, ale zaryzykowałam.

Program zaczęłam 4.06.18r. W pierwszym tygodniu na fazie detoksu zgubiłam 6 kilogramów i 35 centymetrów. Początki bywały różne, bo mój cukier szalał, bolała mnie głowa. To był efekt oczyszczenia organizmu z toksyn.

Mój pierwszy miesiąc zakończył się utratą 10 kg., a po 4 miesiącach było mnie już mniej o 18kg.
Teraz minęło 9 miesięcy, moja waga ma się dobrze, nie mam efektu jojo. Nawet jak trafią się małe grzeszki, wiem co zrobić, bo program zdrowego odżywiania mnie tego nauczył.

Wdzięczna i szczęśliwa.

Zobacz profil Teresy na Facebooku

Jak skutecznie schudnąć, czyli odchudzanie zaczyna się w głowie.

Jak skutecznie schudnąć, czyli odchudzanie zaczyna się w głowie.

Odchudzanie zaczyna się w głowie, ponieważ kryje się w naszych emocjach, pragnieniach, nawykach i przekonaniach. Mnie już samo słowo „odchudzanie’ i ‚dieta’ doprowadzało do szaleństwa. W końcu bylam na niej całe życie. Liczyłam kalorie, a to powodowało, że bylam jeszcze bardziej głodna. Czekałam tylko na dzień by dieta się skończyła, wtedy wygłodniała, spragniona rzucałam się na jedzenie. Normalne, że zaraz był efekt jo-jo.

Ostatnio przeczytalam artykuł, w którym autorka napisała, że mądre odchudzanie to tak naprawdę zmiana postrzegania świata i siebie. Akceptacja swoich słabości i umiejętność radzenia sobie ze stresem. Zaczynasz nowy sty życia, a nie nową dietę.
Ja właśnie tak do tego podeszłam. Uwierzyłam, że to zrobię, a to już połowa sukcesu. Druga połowa kryła się w tym, że nie musze chodzić głodna. Mogę jeść prawie wszystko, rozkoszować się smakami, bo zdrowo znaczy smacznie.

Nie myślcie tylko, że jestem doskonała. Zdarzały i zdarzają mi się nadal wpadki. Wcale się tym nie przejmuje, bo jutro też wstaje słońce i będzie lepiej. Nauczyłam się odróżniać głód fizyczny od emocjalnego. Kiedy było mi źle, wcześniej objadałam się czekoladą, czy też zjadałam wszystko co było w lodówce. Potem miałam wyrzuty sumienia.

Powiedziałam sobie dość, Kozubowa nie nagradzaj się jedzeniem, nie jesteś psem, tylko jemu daje się nagródki w postaci psich smakołyków.
Zrób coś fajnego dla siebie. Do tej pory mi to zostało. Często staje przed lustrem, uśmiecham się i mówię fajna babka z Ciebie. Włączam sobie ulubioną muzykę, zamykam oczy i rozkoszuję się chwilą.
Dzwonię do przyjaciółki i wyciągam ją na zakupy. Czytam książkę, oglądam film, zapalam świece, parzę pyszną herbatę przytulam Kubę, całuję wnuczki, tańczę, idę do kosmetyczki, to pozwala zapomnieć mi o głodzie emocjonalnym.

Zrób to, co Tobie sprawia przyjemność, a zobaczysz jak świetnie się poczujesz. Niech to będzie nawet krótka chwila, Twoje 5, może 10 minut.

Mój nowy styl życia spowodował, że schudłam 28.5 kilograma.

Uwierz w siebie, dasz rade. Skoro ja to zrobiłam Ty też możesz.

 

Flaczki z boczniaków.

Flaczki z boczniaków.

Odkąd moje dzieci nie jedzą mięsa, sama przygotowuję więcej wegetariańskich dań, a flaczki z boczniaków to świetny pomysł również dla miłośników dań z grzybami i warzywami.

Takie flaczki mają dużo mniej kalorii niż tradycyjne, więc jeśli chcesz cieszyć się piękna sylwetką, a lubisz jeść, to będzie to doskonała alternatywa dla Ciebie.

Jak dla mnie to rewelacyjne rozwiązanie, bo nie cierpię godzinami stać w kuchni.
Wole ten czas przeznaczyć dla siebie lub dla tych, których kocham.

Flaczki z boczniaków

Czas przygotowania: do godziny

Składniki na 4 – 6 porcji:
500g boczniaków
2 pietruszki
2 marchewki
¼ dużego selera
½ pora
2 liście laurowe
3 ziela angielskie
¼ łyżeczki gałki
1 łyżeczka majeranku
½ łyżeczki lubczyku
1 przyprawa do flaków
2 litry wody
sól i czarny pieprz oraz chili do smaku kilka łyżek oleju u mnie olej kokosowy

Przygotowanie:

Boczniaki starannie umyłam, pokroiłam w paseczki.
Marchewke i selera obrałam i pokroiłam w drobne paseczki.
Pora przekroiłam na pół i drobno posiekałam.
Pietruszkę zostawiłam całą, tylko obraną.

Na dnie dużego garnka rozgrzałam olej, dodałam pokrojonego pora, posypałam solą i chili. Chwilę mieszałam aż por fajnie się zeszkli. Następnie dodałam marchewkę i selera pokrojonego w paseczki oraz boczniaki pokrojone. Poddusiłam chwilę razem. Dolałam wody i wraz z liśćmi laurowymi i zielem angielskim dusiłam przez 15 minut na niedużym ogniu.

Kiedy warzywa już były gotowe, wsypałam pozostałe przyprawy oraz uzupełniłam wodę (w razie potrzeby z łyżeczką soli. ) Gotowałam pod przykryciem kolejne 15 minut do czasu, aż warzywa będą miękkie. Na koniec doprawiłam do smaku solą i czarnym pieprzem, można dodać chili, jeśli lubisz pikantne potrawy 🙂

Świetnie smakuje z zielona pietruszką.

Zdrowy batonik a la Twix

Zdrowy batonik a la Twix

Nigdy nie mogłam oprzeć się batonom Twix, więc poszukałam alternatywy, tak, żeby było pysznie i zdrowo. Przepis sprawdził się doskonale, połaskotał moje zmysły smaku, zresztą nie tyko moje, bo z apetytem zajadła się nimi moja wnuczka i syn. Wiem, że najłatwiej jest iść do sklepu i wrzucić do koszyka gotowe batony. Oczywiscie nikogo nie krytykuję, gdy tak zrobi, czasem sama łapię się na tym, ale o ile więcej mam przyjemności kiedy serwuje moim bliskim i sobie zdrowszą wersję tych smakołyków.

 

Składniki na ciasto:

  • 1 łyżka jogurtu naturalnego
  • 1 łyżeczka cukru
  • 5 g drożdży
  • 1,5 szklanki mąki ( ja dałam szklankę męki z orzeszków arachidowych i 1/2 szklanki męki żytniej)
  • 25g masła

Składniki na krem:

  • 40g ksylitolu lub erytrytolu
  • 100g daktyli
  • 60g masła orzechowego
  • 30g miodu
  • gorzka czekolada.

 

Sposób wykonania: Drożdze, jogurt i cukier rozrobiłam w miseczce następnie dodałam mąkę, ksylitol, masło i wyrobiłam ciasto. Wstawiłam do lodówki na 30 min. Daktyle zalałam wrzątkiem, po 10 min dokładnie odsączyłam i zmiksowałam na gładką masę z masłem orzechowym i miodem. Schłodzone ciasto i rozwałkowałam na długi prostokąt. Włożyłam go do długiej blaszki, którą wcześniej wyłożyłam papierem do pieczenia. Ciasto piekłam przez 15 min w temperaturze 180 stopni Cecjusza. Wystudziłam ciasto i wyłożyłam na niego zblendowany krem. Pokroiłam w paski i obtoczyłam w rozpuszczonej w kąpieli wodnej gorzkiej czekoladzie. Posypałam batony płatkami migdałowymi

Mój wyjazd do Rzymu.

Mój wyjazd do Rzymu.

Jeszcze rok temu nawet nie marzyłam, że będę w Rzymie. Pewnie sama nie odważyłabym się nigdzie lecieć, ale w towarzystwie Iwonki, zawsze i wszędzie. Kupiłyśmy więc bilety i wyruszyłyśmy na ewent do Rzymu. Od razu Wam powiem, że lot samolotem wcale nie był drogi. W dwie strony zapłaciłam niecałe 200 zł.

Leciałyśmy z Modlina, serce waliło mi jak oszalałe. Przyznam się, że to był mój pierwszy lot. Bardzo się bałam. Teraz się z tego śmieje, bo było super i już wiem, że niebawem znów gdzieś polecę.

 

Rzym przywitał nas, zimnym wiatrem i deszczykiem, a my byłyśmy uśmiechnięte i szczęśliwe. Dotarłyśmy do hotelu, który był piękny i stylowy.

 

Męczył nas nadmiar emocji. W końcu byłyśmy przez cały dzień w drodze, do tego całe zamieszanie związane z lotem, odprawą na lotnisku. Byłyśmy okropnie zmęczone, a łóżka uśmiechały się do nas kusząco.Dobrze, że ten pomysł wybiłyśmy sobie szybko z głowy i wylądowałyśmy we włoskiej restauracji na pysznej kolacji i lampce wina.

Pobyt w Rzymie był fascynujący. Cały piątek zwiedzałyśmy piękne miejsca w Wiecznym Mieście i podziwiałyśmy jego architekturę. Pogoda nam dopisywała.

Sobota i niedziela to dwa dni eventu, więc do Mariotta dotarłyśmy w piątek wieczorem. To, co tam zobaczyłam, wywarło na mnie ogromne wrażenie. Wszyscy szykowali się na uroczystą kolację dla VIP-ów. Oddałam się marzeniom, już postanowione, klub 39 będzie również dla nas. Kiedyś Wam powiem o co chodzi z tym klubem 39.

Zdradzę Wam swój sekret, mam taką tablicę marzeń. Wisi na ścianie przy moim biurku. Mam na niej wypisane swoje marzenia, te, które chcę spełnić. Rzym dostał już plusika. Klub 39 wciąż czeka, wiem, że też będzie plus. Szkolenie było motywujące. Jak ja kocham rozmowy w kuluarach, są najcenniejsze.

W sobotę miałyśmy bal. Temat imprezy Glamur. Więc wskoczyłyśmy z Iwonką w kreacje i pojechałyśmy do Mariotu. Spotkało nas wielkie zdziwienie, hotel święcił pustkami. Bal był w innym miejscu. Oczywiście, dotarłyśmy na miejsce z przebojami, ale w świetnym towarzystwie. Kocham tańczyć, więc zrelaksowałam się i uśmiałam.

  x s

Na zwiedzanie Rzymu miałyśmy jeszcze cały poniedziałek. Przeniosłyśmy się do hotelu w pobliżu Koloseum. Tak logistycznie, łatwiej nam było we wtorek dotrzeć na lotnisko.Rzym urzekł mnie swoim pięknem, stylem, i życzliwością w klimatycznych hotelikach.Podróże są moją pasją, na pewno znów odwiedzę Rzym, ale nie w tym roku.

Na mojej tablicy marzeń na plusik czeka Barcelona!